Zbliżenie na dokument prawny z drewnianą pieczątką weryfikacyjną
Źródło: Pexels | Autor: Markus Spiske

Startujesz z kampanią „-20%”, a po chwili pada pytanie: czy musimy pokazać najniższą cenę z 30 dni? Albo odwrotnie: w sklepie jest tylko cena bieżąca, ale marketing wrzuca na listing etykietę „taniej” i nagle pojawia się ryzyko, że klient dostaje reklamę obniżki bez wymaganej informacji. Po dyrektywie Omnibus nie chodzi o to, żeby „nie robić promocji”, tylko żeby przy komunikowaniu obniżek klient widział jasny punkt odniesienia i nie był wprowadzany w błąd przekreśloną ceną, procentem rabatu czy hasłem o oszczędności.

Co wiemy? Obowiązek informowania o wcześniejszej cenie uruchamia się wtedy, gdy komunikujesz obniżkę ceny. Czego często nie wiemy? Czy dany komunikat w danym miejscu (baner, karta produktu, koszyk, mailing) już sugeruje obniżkę i czy system ma dane, by poprawnie policzyć „najniższą cenę z 30 dni” dla konkretnego produktu/wariantu i kanału.

Frazy pomocnicze: najniższa cena z 30 dni, Omnibus a promocje, cena przekreślona w sklepie, reklama cenowa e-commerce, kod rabatowy a Omnibus, rabat w koszyku obowiązki, wyprzedaż a cena referencyjna, dynamic pricing a Omnibus, ceny dla zalogowanych, historia cen w systemie, UOKiK promocje ceny, feed produktowy atrybuty cen

Kiedy w ogóle wchodzisz w „reklamę obniżki” (a kiedy tylko w komunikat marketingowy)

Test wrażenia konsumenta: czy komunikat sugeruje, że było drożej

Praktycznie liczy się to, co klient odczyta z komunikatu. Jeśli widzi porównanie do wcześniejszej ceny albo obietnicę oszczędności, zwykle jesteś już w obszarze reklamy obniżki. Typowe „wyzwalacze” to: przekreślona cena, „było / jest”, „taniej”, „oszczędzasz”, „-X%”, „promocja”, „wyprzedaż”, „Black Friday”, a także mechaniki, które finalnie obniżają cenę w koszyku, ale są zapowiadane wcześniej jako rabat.

Najprostsze pytanie kontrolne brzmi: czy klient widzi (albo może racjonalnie założyć), że cena została obniżona w stosunku do wcześniejszej? Jeśli tak, przygotuj się na pokazanie informacji o cenie referencyjnej (w praktyce: najniższej z 30 dni przed obniżką).

Ryzyko rośnie, gdy komunikat jest krótki i emocjonalny („mega okazja”, „ostatnia szansa -70%”), bo wtedy klient rzadziej analizuje szczegóły, a organ kontrolny ocenia przekaz surowiej: czy z reklamy wynika, że to realna obniżka, a nie tylko hasło.

Miejsca, gdzie „niechcący” robisz obniżkę

W e-commerce najłatwiej wpaść w obowiązek Omnibus nie na karcie produktu, tylko w elementach szybkiej komunikacji: listingach, kafelkach produktów w kategorii, banerach nad listą, pop-upach z kodem, paskach „tylko dziś taniej”, a nawet w miniaturach w rekomendacjach („sale”). Jeśli w tych miejscach pokażesz przekreśloną cenę lub procent rabatu, to klient może podjąć decyzję wejścia w produkt już na podstawie reklamy obniżki.

Zbliżenie na dłoń podpisującą dokument prawny przy biurku
Źródło: Pexels | Autor: www.kaboompics.com

To prowadzi do praktycznego wniosku: jeśli w liście produktów komunikujesz obniżkę, to informacja o cenie referencyjnej musi być tam dostępna w sposób czytelny, a nie dopiero „gdzieś” po kliknięciu.

Komunikaty, które zwykle nie są obniżką (ale łatwo je popsuć)

Nie każda zachęta promocyjna to obniżka ceny. Zwykle poza obowiązkiem „najniższej ceny z 30 dni” są benefity niecenowe: gratis, prezent do zamówienia, darmowa dostawa, wydłużony zwrot, dodatkowa gwarancja, punkty lojalnościowe. Tyle że granica bywa cienka: jeśli opiszesz gratis jako „oszczędzasz X zł”, a klient odbierze to jako równoważne obniżeniu ceny, wracasz do ryzyka reklamy cenowej.

Bezpieczniej jest rozdzielać: cena produktu (bez narracji „taniej”) i korzyść dodatkowa (jasno opisana jako benefit, a nie obniżka). To nie zwalnia z rzetelności, ale pomaga nie uruchamiać obowiązków tam, gdzie nie chcesz wchodzić w obniżkę.

Co klient musi widzieć przy obniżce po Omnibus — minimalny zestaw informacji

Minimum na ekranie: cena aktualna + punkt odniesienia

Operacyjnie chodzi o prosty standard: gdy komunikujesz obniżkę, klient powinien widzieć aktualną cenę oraz informację o wcześniejszej cenie referencyjnej w formie umożliwiającej porównanie. W praktyce w polskim e-commerce przyjęło się, że jest to „najniższa cena z 30 dni przed obniżką”. Istotne jest, by nie była to informacja ukryta w regulaminie promocji albo dopiero w rozwijanym akordeonie, którego nikt nie otwiera.

Jeżeli pokazujesz rabat procentowy („-25%”), klient intuicyjnie szuka odpowiedzi: od jakiej ceny liczysz? W tym miejscu brak ceny referencyjnej generuje skargi i ryzyko zarzutu „pozornej promocji”, nawet jeśli intencja była uczciwa.

„Najniższa cena z 30 dni” w praktyce: jak liczyć i kiedy ją „zamrażać”

Najwięcej błędów bierze się z tego, że sklep nie liczy tego wskaźnika „na żywo” dla konkretnego momentu obniżki. Logika jest prosta: gdy uruchamiasz obniżkę, punkt odniesienia powinien wynikać z historii cen z 30 dni wstecz od momentu zastosowania obniżki. Jeśli cena w tym okresie falowała, nie interesuje cię „ostatnia cena przed promocją”, tylko najniższa w tym oknie czasowym.

To ma konsekwencje dla częstych zmian cen (dynamic pricing, testy A/B, ręczne poprawki w CMS). Jeżeli w ciągu 30 dni miałeś krótkie zejścia ceny (np. na kilka godzin), to one „ustawiają” najniższą i później duża kampania może wyglądać słabiej, ale nadal musi być policzona zgodnie z historią.

Biurko prawnika z wagą sprawiedliwości i dokumentami o cenach w e-commerce
Źródło: Pexels | Autor: Pavel Danilyuk

Kolejne obniżki i „jeszcze taniej”: dlaczego ryzyko rośnie

Marketingowo kuszące jest stopniowanie: „-10%”, potem „-20%”, a na koniec „-30%”. Tyle że każda kolejna fala sprawia, że klient porównuje nie tylko do „wczoraj”, ale do całej narracji cenowej. W takim scenariuszu kluczowe jest, by konsekwentnie prezentować właściwy punkt odniesienia i nie mieszać: raz porównujesz do ostatniej ceny, raz do „regularnej”, a raz do „najniższej z 30 dni”.

Jeśli komunikujesz „jeszcze taniej”, klient powinien móc zobaczyć, co to znaczy w liczbach, a system musi umieć utrzymać spójność. Im częściej zmieniasz ceny w krótkim czasie, tym bardziej opłaca się ograniczyć agresywne przekazy (duże procenty, przekreślenia, timery) na rzecz prostego pokazania ceny końcowej z jasnym dopiskiem o cenie referencyjnej.

Warianty produktów: rozmiar/kolor to często osobna historia ceny

Wiele sklepów ma jeden „produkt” z wariantami, ale ceny i ich historia potrafią być różne. Jeśli warianty mają osobne ceny (np. rozmiary, pojemności), to informacja „najniższa cena z 30 dni” powinna dotyczyć tego konkretnego wariantu, który klient wybiera. Przenoszenie referencji z innego wariantu to prosty przepis na błąd, bo klient kupuje konkretną konfigurację, nie „ideę produktu”.

Jeżeli platforma nie pozwala łatwo wyświetlać referencji dla wariantów, to jest to sygnał decyzyjny: albo upraszczasz komunikację (mniej „obniżkowo”), albo inwestujesz w poprawne dane i UI.

Decyzja: kiedy warto komunikować obniżkę, a kiedy lepiej tego nie robić (kryteria „tak/nie”)

Warto, gdy masz kontrolę nad danymi i spójnością kanałów

Komunikowanie obniżek po Omnibus ma sens, kiedy potrafisz to zrobić stabilnie: masz historię cen, jasne reguły, a sklep i kanały zewnętrzne pokazują te same wartości. Wtedy przekreślona cena, procent rabatu czy label „promo” nie są ruletką.

Dobry znak to sytuacja, gdy potrafisz odpowiedzieć bez zgadywania: jaka była najniższa cena tego wariantu w ostatnich 30 dniach oraz czy identycznie liczysz ją w sklepie, feedach i na marketplace.

Uważaj, gdy ceny zmieniają się często albo ręcznie „na kampanię”

Jeżeli prowadzisz dynamic pricing, testujesz ceny w segmentach, często robisz krótkie akcje albo ręczne korekty w CMS „na już”, ryzyko błędów rośnie lawinowo. W praktyce problemem nie jest sama promocja, tylko to, że sklep nie umie potem poprawnie odtworzyć historii i policzyć referencji. Efekt: komunikujesz „-X%”, a cena referencyjna wyświetla się błędnie albo w części miejsc w ogóle się nie pokazuje.

Drugi czerwony sygnał to „ciągłe promocje”: gdy prawie zawsze coś jest „przecenione”, klient (i organ) zaczyna pytać, czy to realna obniżka, czy stała cena sprzedawana pod etykietą promocji.

Krótka tabela decyzji: „kiedy tak / kiedy nie”

Kiedy komunikat „obniżka” ma sens Kiedy lepiej zmienić przekaz lub mechanikę
Masz pełną historię cen dla produktu i wariantów, a system liczy najniższą z 30 dni automatycznie. Historia cen jest niepełna, przenoszona między wariantami albo liczona „na oko” (np. ostatnia cena).
Promocja jest prosta i jawna: obniżka widoczna na karcie produktu i w listingu. Rabat ujawnia się dopiero w koszyku, a wcześniej komunikujesz „taniej” bez pokrycia na poziomie ceny.
Kanały są spójne: sklep, feedy, porównywarki, marketplace mają te same reguły prezentacji. Różne kanały pokazują różne ceny lub różne „przekreślone” wartości bez wspólnej logiki.
Masz procedurę zatwierdzania promocji i kontrolę etykiet (przekreślenia, %). Marketing może samodzielnie dodać label „-X%” w banerze lub CMS bez weryfikacji danych.
Komunikat jest umiarkowany: klient widzi cenę i referencję, bez obietnic „najlepszej ceny”. Używasz haseł typu „najniższa cena”, „najlepsza okazja” bez twardego uzasadnienia w danych.

Decyzja awaryjna: gdy nie dowozisz referencji, nie udawaj obniżki

Jeśli nie masz danych albo nie umiesz ich poprawnie wyświetlić we wszystkich miejscach, bezpieczniejsza bywa zmiana komunikatu: zamiast „-20% / było-jest / cena przekreślona” pokazujesz cenę finalną bez narracji porównawczej i promujesz benefit niecenowy (np. gratis, dostawa, dodatkowe usługi). To nie jest „obejście prawa”, tylko ograniczenie ryzyka w sytuacji, gdy obniżki nie da się uczciwie policzyć i pokazać.

Scenariusze promocyjne, które najczęściej „wywracają” Omnibusa (i jak je ucywilizować)

Kod rabatowy i kupon — publiczny vs indywidualny

Kod rabatowy bywa zdradliwy, bo obniżka dzieje się „później”, ale obietnica pada „wcześniej”. Jeżeli kod jest publiczny (banner na stronie, landing, mailing do szerokiej bazy, reklama), a komunikacja mówi wprost o obniżce („-15% z kodem”, „taniej z kuponem”), to klient już na etapie wyboru produktu dostaje reklamę obniżki. Wtedy powinieneś rozważyć pokazanie informacji o cenie referencyjnej tam, gdzie tę obniżkę komunikujesz.

Przy kodach indywidualnych (np. jednorazowy kupon po zakupie, rabat retencyjny) ryzyko nadal istnieje, ale jest łatwiej zarządzać ekspozycją: komunikat trafia do konkretnego użytkownika i można go spiąć z konkretną prezentacją ceny w panelu po zalogowaniu. Problem pojawia się, gdy kod „wycieka” i zaczyna funkcjonować jak publiczna promocja, a sklep nie ma przygotowanej prezentacji cen.

Praktyczne ucywilizowanie kodów polega na spójności: jeśli obiecujesz procent na karcie produktu lub w liście, zadbaj, by klient widział też wymagane informacje cenowe. Jeśli nie chcesz tego dowozić w UI, lepiej komunikować kod jako benefit bez agresywnego „-X%” w miejscach, gdzie nie pokażesz referencji.

Gratisy, zestawy i „drugi produkt taniej” — gdzie gubi się punkt odniesienia

Promocje „kup X, a Y dostaniesz taniej” często wyglądają jak zwykły benefit, ale w praktyce potrafią być reklamą obniżki. Jeśli komunikujesz cenę Y jako obniżoną (procent, przekreślenie, „było/jest”) albo sugerujesz, że klient płaci mniej niż standardowo, wchodzisz w reżim porównawczy. Co wiemy? Klient widzi różnicę i ma prawo wiedzieć, od jakiej ceny ją liczysz. Czego nie wiemy, dopóki tego nie ustawisz? Czy system potrafi pokazać referencję dla produktu Y w kontekście koszyka i warunku.

Ucywilizowanie zwykle idzie w jedną z dwóch stron: albo pokazujesz regułę bez obietnicy „przeceny” (np. „drugi produkt -X% w koszyku” bez przekreślonych cen na listingu), albo dowozisz pełną prezentację cenową tam, gdzie obniżka realnie działa (w koszyku i na checkout) — z konsekwentną referencją dla konkretnych SKU.

„Od” i „do” w komunikacji (-30% od…) — prawda w szczegółach

Label „do -50%” na banerze jest kuszący, ale pod Omnibusem musi być obroniony praktycznie, nie hasłowo. Jeżeli klient po kliknięciu widzi listing, gdzie większość pozycji ma mniejsze obniżki, a część w ogóle nie ma poprawnie pokazanej referencji, robi się ryzykownie. Najbezpieczniejsze ustawienie to takie, w którym dla produktów objętych komunikacją obniżki istnieje spójna logika wyliczania najniższej ceny z 30 dni i UI potrafi ją wyświetlić w każdym miejscu, gdzie mówisz o promocji.

W praktyce pomaga proste kryterium redakcyjne: czy da się w dwóch kliknięciach znaleźć produkt, który rzeczywiście realizuje „do -X%”, i czy na karcie produktu widać, skąd ta obniżka wynika? Jeśli odpowiedź brzmi „to zależy”, lepiej zejść z agresji hasła albo zawęzić zakres kampanii do towarów, gdzie dane są czyste.

Outlety, końcówki serii i ceny „stale niskie” — nie każda etykieta jest obniżką

Outlet i „końcówka kolekcji” można komunikować bez wchodzenia w narrację obniżkową, o ile nie budujesz porównania do wcześniejszej ceny. Gdy pojawia się przekreślenie, procent albo „było/jest”, stajesz w tym samym miejscu co przy klasycznej promocji — potrzebujesz poprawnej referencji. Z kolei „stale niska cena” bywa bezpieczniejsza, ale tylko wtedy, gdy naprawdę nie sugeruje obniżki i nie jest podparta przekreślonymi wartościami.

Realistyczny przykład z e-commerce: sklep tworzy kategorię „Outlet” i wrzuca tam produkty z ceną obniżoną już dawno temu, ale dalej pokazuje przekreślenia z „regularnej” sprzed miesięcy. Klient widzi przecenę, więc oczekuje referencji z ostatnich 30 dni — a nie historycznej ceny katalogowej z początku sezonu.

Dłoń z długopisem podpisująca dokument prawny, zbliżenie na papier
Źródło: Pexels | Autor: Tima Miroshnichenko

Najczęstszy błąd operacyjny: inne zasady w sklepie, inne w reklamach

Problem rzadko jest „w prawie”, częściej w procesie. Baner, mailing lub kreacja w socialach obiecuje „-20%”, a karta produktu pokazuje tylko cenę bieżącą, bez czytelnej referencji — albo co gorsza, pokazuje inną. Jeśli kanały działają na różnych feedach i różnych interpretacjach (np. marketplace liczy „przekreśloną” inaczej niż sklep), spójność znika, a to właśnie spójność jest pierwszą rzeczą, o którą ktoś zapyta przy weryfikacji.

Tu pomaga twarda zasada decyzyjna: jeśli nie potrafisz zapewnić zgodności wyliczeń i ekspozycji między stroną produktu, listingiem i komunikacją zewnętrzną, ogranicz się do ceny końcowej i neutralnych benefitów. Reklama cenowa może sprzedawać, ale tylko wtedy, gdy jest policzona i pokazana jak w księgowości: ta sama reguła, ten sam wynik, wszędzie.

Gdzie klient ma to „widzieć” — produkt, listing, koszyk i komunikacja poza sklepem

Najczęstszy spór w praktyce nie dotyczy tego, czy trzeba pokazać „najniższą cenę z 30 dni”, tylko gdzie ma ją zobaczyć klient, żeby informacja była realna, a nie schowana. Da się to ułożyć operacyjnie, jeśli przyjmiesz jedną zasadę: komunikat o obniżce powinien mieć obok siebie (albo w bezpośrednim sąsiedztwie) punkt odniesienia, który tę obniżkę uzasadnia.

Karta produktu: miejsce, gdzie nie ma wymówek

Jeżeli gdziekolwiek w sklepie da się pokazać pełny zestaw informacji cenowych, to właśnie na karcie produktu. To też miejsce, do którego najłatwiej odesłać użytkownika z reklamy, maila czy listingu.

Co wiemy? Na karcie produktu klient podejmuje decyzję. Czego nie wiemy, dopóki nie sprawdzisz? Czy informacja o „najniższej cenie z 30 dni” jest widoczna również dla wariantu, który klient faktycznie wybierze (rozmiar/kolor), a nie tylko dla „wariantu domyślnego”.

  • Warto wyświetlać „najniższą cenę z 30 dni” bezpośrednio przy cenie promocyjnej, a nie w rozwijanym tooltipie, który znika na mobile.
  • Uważaj na konfiguracje, w których klient zmienia wariant i zmienia się cena, ale referencja zostaje „stara” (typowy błąd integracji frontu z danymi produktowymi).
  • Uważaj na produkty z historią „przepinania” SKU (nowy EAN, nowy wariant, migracja katalogu) — wtedy referencja potrafi liczyć się od zera.

Listing i kategorie: jeśli tu obiecujesz, tu też musisz dowieźć

Lista produktów to miejsce, gdzie marketing najczęściej „dorzuca” etykiety: „-20%”, przekreślenia, „okazja”. Jeżeli klient widzi obniżkę już na listingu, to nie jest tylko dekoracja — to moment reklamy obniżki.

Bezpieczna zasada decyzyjna wygląda tak:

  • Jeśli na listingu pokazujesz tylko cenę końcową bez przekreśleń i procentów, ryzyko po stronie Omnibusa jest zwykle niższe.
  • Jeśli na listingu pokazujesz przekreśloną cenę / procent, zapewnij również czytelną informację o cenie referencyjnej (albo co najmniej nie „uciekaj” od niej na karcie produktu).

Praktyczny problem: listing często korzysta z innego źródła danych niż karta produktu (cache, feed, pre-render). Efekt: karta liczy referencję poprawnie, a listing pokazuje starą przekreśloną cenę z poprzedniej kampanii. W kontroli to wygląda jak niespójność celowa, nawet jeśli to „tylko cache”.

Dłoń podpisująca dokument długopisem, umowa w e-commerce
Źródło: Pexels | Autor: Kampus Production

Koszyk i checkout: obniżka warunkowa musi być policzona i opisana tam, gdzie działa

Rabat koszykowy („-10% od 200 zł”, „drugi produkt taniej”, „-15% po zalogowaniu”) realnie materializuje się w koszyku. Jeśli wcześniej komunikujesz obniżkę, a klient nie jest w stanie zweryfikować jej logiki przy cenach pozycji w koszyku, robi się nerwowo.

W praktyce działają dwa bezpieczniejsze warianty:

  • Wariant A (mniej ryzykowny operacyjnie): przed koszykiem komunikujesz benefit warunkowy bez „było/jest” i bez przekreśleń na poziomie produktu, a w koszyku pokazujesz wyraźnie wartość rabatu i cenę po rabacie.
  • Wariant B (bardziej „sprzedażowy”, trudniejszy): komunikujesz obniżkę już na etapie listingu/karty produktu i jednocześnie pokazujesz wymaganą informację referencyjną spójnie na karcie oraz w koszyku (dla konkretnych SKU, z uwzględnieniem warunków).

Uważaj szczególnie na sytuację, w której koszyk pokazuje wyłącznie „rabat: -X zł”, ale ceny produktów pozostają bez kontekstu. Klient widzi obniżkę, ale nie widzi, jak ma się ona do wcześniejszych cen w rozumieniu reklamy cenowej.

Banery, landing page i homepage: niech nie będą „wolną amerykanką”

Na stronach kampanijnych najłatwiej przesadzić z obietnicą, bo powstają szybko i często „obok” systemu cenowego. Wystarczy jeden duży nagłówek „-30% na wszystko”, a reszta sklepu nie jest przygotowana na ekspozycję informacji cenowej.

Decyzyjnie: jeśli landing żyje własnym życiem i nie korzysta z tych samych komponentów cenowych co karta produktu, lepiej ograniczyć hasła do takich, które nie udają precyzyjnej obniżki (albo zadbać o to, by landing wprost prowadził do miejsc, gdzie cena i referencja są pokazane poprawnie).

Newsletter i CRM: obniżka „w treści maila” też jest reklamą cenową

Mailing potrafi być bardziej problematyczny niż strona, bo pokazuje ceny w formie „kafelków” bez pełnego kontekstu. Jeśli w mailu jest przekreślona cena lub „-X%”, a po kliknięciu klient widzi coś innego (albo nie widzi referencji), to zostaje ślad: zrzut ekranu wystarcza, żeby zakwestionować spójność.

  • Warto stosować te same reguły formatowania cen w mailu, co w sklepie (nie „ręczne” przekreślenia w grafice).
  • Uważaj na segmenty: inna cena w mailu dla różnych grup klientów to proszenie się o zderzenie screenów.

Reklamy płatne i porównywarki: feed nie wybacza skrótów

W kanałach zewnętrznych (porównywarki, systemy reklamowe, afiliacja) rządzi feed. A feed lubi uproszczenia: jedna cena, ewentualnie „sale_price”. Problem w tym, że Twoje kreacje i etykiety mogą komunikować obniżkę, której feed nie potrafi uzasadnić informacją referencyjną w miejscu kliknięcia.

Co wiemy? Te kanały potrafią amplifikować błędy (jeden zły atrybut idzie na tysiące odsłon). Czego nie wiemy bez testu? Jak dana platforma renderuje przekreślenia i czy nie tworzy „obniżki” automatycznie na podstawie różnicy między atrybutami.

Decyzja bywa prosta: jeśli nie masz w feedzie stabilnego, audytowalnego sposobu na spójne pokazanie cen i warunków promocji, ogranicz komunikację do ceny końcowej bez agresywnych „-X%” w kreacjach. W przeciwnym razie sam tworzysz reklamę obniżki w miejscu, gdzie nie kontrolujesz kontekstu.

Marketplace: Twoje zasady vs zasady platformy

Marketplace’y często mają własne definicje „ceny referencyjnej” i własne pola na „przekreśloną”. Nawet jeśli w sklepie liczysz najniższą cenę z 30 dni poprawnie, platforma może wyświetlać obniżkę inaczej (np. bazując na „regular price” z pliku lub na cenie sprzed zmiany oferty).

Jeżeli sprzedajesz w kilku kanałach, kryterium bezpieczeństwa jest proste: czy potrafisz wskazać jedno źródło prawdy (historia cen per SKU) i zmapować je do formatów platform bez ręcznych „korekt”. Jeśli nie — nie eskaluj przekazów obniżkowych na marketplace, dopóki nie opanujesz danych.

Mini-checklista operacyjna: czy ta promocja jest „do pokazania” jako obniżka

  • Czy dla każdego SKU/wariantu masz pełną historię cen i umiesz wyliczyć najniższą cenę z 30 dni automatycznie?
  • Czy ten sam wynik (cena bieżąca + referencja) pokazuje się spójnie na karcie produktu i na listingu?
  • Czy mechanika rabatu ujawnia się dopiero w koszyku? Jeśli tak: czy w koszyku klient widzi klarownie cenę po rabacie i zasady naliczenia, bez „magii”?
  • Czy banery, landing i mailing korzystają z tych samych komponentów cenowych, a nie z ręcznie wklejonych przekreśleń/procentów?
  • Czy feedy do kanałów zewnętrznych nie tworzą „obniżki” inną metodą niż sklep (inne pola, inne definicje, cache)?
  • Czy promocja obejmuje tylko część użytkowników (klub, segment, personalizacja)? Jeśli tak: czy różnice cenowe nie wywołają sprzecznych komunikatów i zrzutów ekranu?